To był okropnie złoszczący dzień.
Zaczęło się od tego, że budzik zadzwonił zdecydowanie za wcześnie. Czy ktoś go źle nastawił, czy po prostu źle zadzwonił? Nie wiadomo. Już od piątej rano cała rodzina była na nogach. Nikt się nie wyspał. Kawy było za mało, śniadanie niesmaczne a pogoda za oknem ohydna. Nikomu nie chciało się wychodzić z domu. Ani do pracy ani do przedszkola. Najchętniej wróciliby pod kołdry. Ale dzień się zaczął i trzeba było zabrać się za swoje obowiązki.
Tuż przed wyjściem zaginęły rękawiczki i popsuł się zamek od kurtki. Chłopiec musiał iść w zastępczej kurtce, której nie lubił, bo okropnie gryzła pod szyją i miała kaptur, który ciągle spadał. Zwłaszcza na tym wietrze. Dotarli więc do przedszkola przemoknięci i zezłoszczeni.
W przedszkolu nie było lepiej. Panie też odczuwały brzydką pogodę i pewnie też się nie wyspały, bo krzyczały na dzieci i bez przerwy je popędzały. Chłopiec nie lubił się śpieszyć, więc cały dzień był zdenerwowany i zapłakany. Na dodatek Antek się rozchorował i nawet nie było z kim porozmawiać o smutkach.
Popołudniu było nieco lepiej. Podwieczorek był smaczny i już zapowiadało się, że pech się skończył, gdy okazało się, że mamie popsuł się samochód i spóźniła się sromotnie z odbiorem chłopca. On już zaczął podejrzewać, że mama o nim zapomniała.
Doszli do domu zasmuceni i zdenerwowani. Przez awarię samochodu mama nie zdążyła zrobić obiadu, więc próbowali zjeść na szybko kanapki z serkiem, ale były okropnie niesmaczne, więc połowę odłożyli a nadal byli głodni.
W końcu mama powiedziała: "Tak smutno i źle dalej być nie może"
Zamówiła pizzę a z szafy wyjęła kartonowe pudło i kolorowy papier. Chłopiec z początku naburmuszony siedział w swoim pokoju ale gdy mama zaczęła kleić i wycinać z ciekawością poszedł do salonu. Usiadł koło mamy i zapytał:
"Co robisz?"
"Lwa" - odpowiedziała mama
"Lwa?" - zdziwił się chłopiec - "Po co?"
"To będzie lew połykający złości i smutki. Taki zło-lew"
Chłopiec zdziwił się jeszcze bardziej. W pudełku mama wycięła wielką dziurę, która udawała paszczę lwa. Dookoła nakleiła żółty i czerwony papier, który udawał ognistą grzywę. Poprosiła chłopca o pomalowanie reszty pudełka na pomarańczowy kolor a sama poszła po notes.
"Pobawimy się w taką zabawę" - powiedziała - " Każdy z nas napisze na kartce, co złego, nieprzyjemnego, smutnego mu się dzisiaj wydarzyło a potem pognieciemy kartki i wrzucimy do paszczy lwa. Niech lew pożre naszego pecha. Co wy na to?"
"Ale ja nie umiem pisać" - powiedział chłopiec
"To będziesz rysował" - zaproponowała mama
Zaczęła wyrywać kartki z notesu i zapisywać: "popsuty samochód" . Poczym pogniotła kartkę i wrzuciła ją do paszczy lwa. Następnie wyrwała drugą kartkę. "Niesmaczne kanapki" - zapisała. Bach! pogniecione i rzucone lwu na pożarcie. Gdy już zabrakło jej pomysłów, podała notes chłopcu. Ten namalował najpierw popsuty budzik. Pogniótł i wrzucił do paszczy. Potem namalował chorobę Antka, popsutą kurtkę, zgubioną czapkę, niesmaczne kanapki i deszcz. Z każdą wrzucaną do lwa kartką czuł się znacznie lepiej. Zanim dostarczono pizzę wróciły im dobre humory i w wesołym nastroju zjedli kolację.
Odtąd lew zamieszkał na szafie i gdy jest kiepski dzień zapraszany jest do pomocy. Nazwano go Z-lew. Od zła i lwa i od tego, że można do niego wylać wszystkie złe emocje. A potem są one wyrzucane do kosza i zapominane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz