poniedziałek, 28 grudnia 2020

Wylane kakao.

Był sobie chłopiec, który nie lubił chodzić do przedszkola. Był nieśmiały, szybko się nudził i mimo, że był przedszkolakiem już drugi rok, nie odnalazł w grupie swojego przyjaciela ani przyjaciółki. Nigdy nie bawił się z innymi dziećmi. Stał obok i patrzył albo siadał przy stoliku obok pani. Rysował, układał puzzle, budował z klocków. Zawsze sam. 

Inne dzieci tworzyły grupy, organizowały wspólne zabawy, spotykały się popołudniami. A on nie chciał lub nie umiał znaleźć z nikim nici porozumienia. Na początku nie było to dziwne, bo wszystkie dzieci się poznawały i dopiero uczyły współpracy i życia w grupie. Jednak po roku prób i błędów tylko on nie znalazł swojej bratniej duszy. Dzieci nie zapraszały go do zabawy, a on sam się do nich nie dołączał. Było mu więc w przedszkolu nudno i nieswojo. 

Pewnego dnia do grupy dołączył nowy kolega. Miał na imię Antek. Pierwszego dnia był bardzo poważny, może nawet smutny. Trudno było mu zapamiętać wszystkie imiona, nie znał obowiązujących zasad, niepokoił się reakcjami innych dzieci. Gdy trzeba było zbierać się na podwieczorek nie wiedział jak się zachować i nerwowo kręcił się dookoła stolika. Chłopiec z początku przyglądał mu się z uwagą i zastanawiał się jaki jest ten nowy, jednak podczas szykowania się do podwieczorku zupełnie o nim zapomniał i jak zwykle stał przy ścianie czekając na panią. Codziennie przy każdym posiłku w ostatniej parze z panią zamykali pociąg jadący do jadalni. 

Tym razem pani ustawiła chłopca w parze z Antkiem. Obaj chłopcy byli trochę zaskoczeni, ale ponagleni przez panią złapali się za ręce i poszli na podwieczorek. Pani usadziła ich obok siebie przy stoliku. Chłopiec jak zawsze jadł w milczeniu a i Antek nic się nie odzywał. Pod koniec posiłku pani rozdawała kakao. Kiedy obaj chłopcy mieli już przed sobą pełne kubeczki, a pani podawała kakao Zosi, potrąciła nagle stół i cały pachnący napój wylał się na spodnie chłopca. Ten odskoczył gwałtownie, ale i tak nie udało mu się uchronić spodni od zalania. Pani czym prędzej rzuciła się na ratunek. Niestety kubek się potłukł a kakao zmarnowało. 

Chłopiec poszedł z panią do szatni po nowe ubranie. Po powrocie usiadł na swoim, wyczyszczonym już miejscu. 

"Zostawiłem ci połowę kakao, napij się" - powiedział nagle Antek i podsunął chłopcu kubek. Chłopiec był tak zaskoczony, że przez chwilę nie mógł się ruszyć ani nic powiedzieć. 

"Dziękuję" - wydukał w końcu. 

Usłyszała to pani i podała mu nowy kubek. Obaj chłopcy uśmiechnęli się do siebie i wznieśli zabawny toast. Do sali wrócili parami w zupełnie innych nastrojach. Postanowili wspólnie porysować. A potem jeszcze zbudowali wspólny garaż z klocków i tory dla pociągu. Kiedy wychodzili, Antek powiedział w szatni:

"Masz świetny szalik. Lubię czerwony kolor"

Chłopiec uśmiechnął się. Postanowił, że zapyta mamę, czy może zaprosić Antka do siebie, a następnego dnia z radością poszedł do przedszkola.

piątek, 18 grudnia 2020

Gra w życzliwość.

To był kolejny nerwowy dzień. Święta minęły, wypoczynek się skończył i należało wrócić do codziennej rutyny. Nikomu nie uśmiechał się powrót do pracy i obowiązków. Tacie spodobało się długie spanie, mama miała czas na swoje hobby a dzieci na zabawę. Ale że wszystko się kiedyś kończy to i teraz.

Tata wstał rano i poszedł po bułki. Mama szykowała kawę, ubrania do wyjścia, kroiła warzywa na śniadanie i budziła dzieci. Chłopiec wstał ociągając się i w złym humorze. Ledwo dotarł do łazienki, okazało się, że papier jest za krótki, podłoga za zimna a siku nie chce trafiać do sedesu. Zawołał mamę i zażądał, aby coś z tym zrobiła. Mama posprzątała  i zaprowadziła chłopca do kuchni. Tutaj chłopiec się zezłościł, bo nie był jeszcze ubrany a śniadanie naszykowane przez mamę w ogóle mu nie pasowało. Zaczął krzyczeć, że on nie będzie tego jadł i ma natychmiast dostać coś innego. Mamie było bardzo przykro, że syn nie docenił jej pracy. Na dodatek zdenerwowała ją dodatkowa praca i szykowanie innego jedzenie. Czuła się zapracowana i wkurzona. Kiedy powiedziała, że nie ma nic innego do zjedzenia chłopiec zaczął krzyczeć, że jest głupia i jej nienawidzi. Wtedy mamie zrobiło się jeszcze smutniej. Bez słowa zrobiła kanapkę z miodem i wyszła do łazienki. 

Kiedy chłopiec zjadł, nadal był wściekły. Na mamę za złe śniadanie, na tatę za pobudkę, na cały dzień, który już nie był świąteczny. Co gorsza nie był nawet przyjemny. Najbardziej zaś chłopiec złościł się na siebie. Było mu przykro, że został niezrozumiany i wstyd za swoje wybuchowe zachowanie. Zawołał mamę.

Mama uspokojona wróciła do kuchni i go przytuliła. Poprosiła go aby usiadł na jej kolanach. 

"Synku, mam dla ciebie propozycję" - powiedziała - "Ponieważ lubić grać w gry, może będziesz chciał pograć w tę grę ze mną i z tatą"

"W jaką grę?" - zapytał chłopiec zaciekawiony

"Nazywa się to Gra w Życzliwość" - wyjaśniła mama - "Polega ona na tym , że przez cały dzień zachowujemy się tak, aby wywołać w innych miłe, pozytywne uczucia. Na przykład jeśli powiemy dzień dobry sąsiadce to jest jej przyjemnie a my zdobywamy punkt. Podobnie za pomoc innym, wywołanie uśmiechu, pocieszenie lub zrobienie dla kogoś podarunku. Na koniec dnia wymienimy się doświadczeniami i zliczymy punkty" 

Chłopcu pomysł bardzo się spodobał. Tata też postanowił się dołączyć. Rozpoczęli od zaraz. Tata zrobił wszystkim herbatę a mama pomogła przy ubieraniu. Chłopiec postanowił  wstawić naczynia do zmywarki. Dzięki współpracy wszystko poszło sprawnie i spokojnie. W czasie drogi do przedszkola wszystkim dopisywały dobre humory. Powiedzieli dzień dobry pani Ani z mieszkania numer 1 a ta uśmiechnęła się do nich serdecznie. Potem pozdrowili znajomego rowerzystę i wskazali jakieś zagubionej pani drogę na pocztę. Wchodząc do przedszkola przytrzymali drzwi jednej mamie z wózkiem, aby było jej łatwo wejść. W trakcie samej drogi placówki zdobyli już po 4 punkty! Chłopiec był zachwycony jak łatwo wygrywać w taką grę.

Niestety w przedszkolu nie było już tak łatwo o punkty. Mateusz zniszczył mu wieżę z klocków, Janek pochlapał rysunek a pani kazała się spieszyć przy jedzeniu. Minęło południe a chłopiec nie zdołał zrobić nic życzliwego. Robił się z tego powodu coraz smutniejszy. Gdy siedzieli przy stolikach i rysowali, on mazał tylko coś bezwładnie zieloną kredką. Obok niego siedziała Antosia i zawzięcie kolorowała rysunek. Gdy kończyła malować choinkę nagle trach! złamała się zielona kredka, którą trzymała w ręku. Dziewczynka posmutniała. 

"Jak ja teraz dokończę moją pracę" - zapytała smętnie

Chłopiec jakby wyrwany ze snu, natychmiast podał jej swoją kredkę

"Weź moją" - powiedział

Antosia uśmiechnęła się i podziękowała. A po skończonym malowaniu zaproponowała chłopcu wspólną zabawę. Chłopiec pomyślał, że warto było pomóc Antosi.

Gdy wychodzili na podwórko w szatni było bardzo ciasno. Dzieciaki przepychały się szukając w szafkach swoich butów i czapek. Chłopiec wciągnął szybko swój czerwony szalik na szyję i nagle zobaczył, że na podłodze leży piękna szaro-srebrna czapka z pomponem należąca do Klaudii. Dziewczynka szukała jej w szafce i nie zauważyła, że czapka spadła na podłogę i prawie zadeptują ją inne dzieciaki. 

"Heeeeeej!" - krzyknął głośno chłopiec - "uważajcie, tu leży czapka!" 

Kiedy dzieci się rozsunęły, chłopiec schylił się, podniósł zgubę i podał Klaudii. 

"Dziękuję" - powiedziała Klaudia - "uratowałeś moją czapkę" - I uśmiechnęła się do chłopca - "masz piękny czerwony szalik" - dodała

"Jest zaczarowany" - odpowiedział chłopiec - "odkąd dostałem go na gwiazdkę, dzieją się bardzo dziwne rzeczy"

"Ustawisz się ze mną w parze" - zapytała Klaudia

"Jasne" - odpowiedział chłopiec.

Kolejny raz okazało się, że bycie miłym i pomocnym ma wiele dobrych stron. Gra w życzliwość weszła na stałe do życia chłopca, który podzielił się tym pomysłem z paniami w przedszkolu. Teraz cała grupa ściga się w życzliwości.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Kubek

Każda rodzina ma swoje tradycje, które powtarzane są co roku i przekazywane kolejnym pokoleniom. Czasami nikt nie wie, skąd się wzięły i jak to się zaczęło, ale często powstają celowo, żeby upamiętnić jakąś wyjątkową chwilę. Tak właśnie było w tym przypadku. Kilka lat temu, jeszcze przed ślubem, na pierwsze wspólne święta, tata dostał od mamy świąteczny kubek. Duży, czerwony, z bardzo śmiesznym reniferem namalowanym dość niezdarnie. Pierwsze Boże Narodzenie rodzice spędzili popijając gorącą czekoladę z tego kubka, który co roku dostawał towarzyszy. Najpierw specjalny kubek trafił do mamy, a potem kolejne dzieci dostawały swoje świąteczne kubeczki, w których co roku pili czekoladę w drugi dzień świąt. 

Tego roku było podobnie. Tata wstał rano i już po kilkunastu minutach rozbudzał wszystkich cudowny czekoladowy zapach. Chłopiec obudził się tego dnia w wyjątkowo dobrym nastroju. Za oknem nadal leżał śnieg. Uratowana dzień wcześniej sikorka wyglądała coraz zdrowiej. Śniadanie zapowiadało się wspaniale. 

Kiedy wszyscy szykowali posiłek, chłopiec był tak podekscytowany, że skakał i tańczył dookoła stołu. Mama prosiła go o poskromienie swoich emocji, ale chłopiec nie potrafił. Pobudzony dodatkowo wspaniałym zapachem czekolady nie mógł opanować radości. Tata poprosił go o zajęcie miejsca przy stole, ale on śpiewał, biegał, robił piruety i już już miał zrobić ostatni obrót i siąść na swoim krześle gdy nagle....trach! niesforny w tańcu łokieć potrącił kubek taty i zrzucił go na podłogę. Wszyscy zamarli patrząc na fragmenty kubka leżące w czekoladowej kałuży. 

Tata podszedł do szafy, założył buty i płaszcz i wyszedł z domu. Pewnie byl bardzo zdenerwowany i nie chciał wybuchnąć.  Eksplozja wybuchła u chłopca.  Krzyczał, płakał,  złościł się i na kubek ktory spadł i na siebie za nieuwagę.  Bylo mu strasznie żal i wstyd. Najchetniej cofnąłby czas i zaczął dzień od początku.  Niestety tak się nie da zrobić.  Mama przytuliła go mocno ale to ukoiło emocje tylko troszeczkę.  Kiedy już nie miał siły na rozpacz i krzyki, usiadł na kolanach mamy i powiedział:

"To nie moja wina. To ten głupi kubek"

Mama poglaskała go po glowie. Wiedziała,  że jest mu przykro i chciała go pocieszyć,  ale widziała także,  że kubek przecież nie spadł sam. 

"Myślę synku, że tacie będzie miło,  jeśli pójdziesz go przytulić "

Chłopiec bał się reakcji taty. Wiedział, że kubek spadł przez szaleństwo i bardzo nie chciał się do tego przyznać.  

"Mamo chodź ze mną " -poprosił 

Mama i syn szybko się ubrali w kurtki i buty. Chlopiec w ostatniej chwili zwinął do kieszeni swój czerwony szalik. Tata stał koło drzewka, przy którym wczoraj znaleźli sikorkę i lepił bałwana . 

"Śmiało synku idź do taty. Tata bardzo cię kocha, tylko trochę się zdenerwował".

Chłopiec chwilę się wahał, w końcu wyjął z kieszeni czerwony szalik i mocno ściskając go w dłoni podszedł do taty.

"Tato, jest zimno, pożyczę ci mój szalik" - powiedział bardzo cicho i wyciągnął rękę.  

Tata przykucnął i mocno go uściskał. 

"Dziękuję synu, chętnie go założę. A Tobie nie będzie zimno?"

W tym momencie chłopiec znów się rozpłakał.

"Tato nie chciałem potłuc twojego kubka. Przepraszam. Bardzo Cię przepraszam "

"Wiem synku. To był wypadek. Szkoda naszych nerwów na rozpaczanie nad kubkiem. To tylko kubek. Rzecz. Przecież i bez kubka będą święta "

"Ale to był twój ulubiony kubek" - powiedział chłopiec ze smutkiem

"A ty jesteś moim ulubionym synem, który pomoże mi wszystko naprawić,  dobrze?" - zapytał tata -"posprzatamy resztki z podłogi i ulepimy z nich doniczkę, a czekoladę wypijemy w innym kubku"

"Ale tato, a nasza tradycja?" - zapytał chłopiec 

"Mamy nową tradycję, co roku bedziemy tluc jeden kubek i lepić bałwany w czerwonych szalikach" - tata i mama się roześmiali i chłopcu zrobiło sie lżej.  

Odtąd każdego roku kupowali na boże narodzenie  czerwone szaliki i lepili bałwany w drugi dzień świąt.  To była ich nowa tradycja. 

Bo najważniejsze nie są ani kubki ani szaliki ani nawet tradycje. Najważniejsze jest mieć  kochających  bliskich, ktorzy umieją zrozumieć i wybaczyć.

środa, 9 grudnia 2020

O chłopczyku w czerwonym szaliku.

Był sobie mały chłopiec, który nie lubił. Czego? Oj, lista byłaby długa. Nie lubił wcześnie wstawać ani kłaść się spać. Nie lubił jeść śniadania, obiadu i podwieczorku. Nie lubił myć zębów ani włosów, czyścić uszu ani paznokci. Niechętnie wychodził z domu, nie lubił gości ani swojego przedszkola. Nie lubił też kolegów i koleżanek. A siedząc w domu pełnym zabawek strasznie się nudził. 

Zbliżała się gwiazdka, czas świętowania i prezentów. Chłopiec czekał na kolejne paczki, ale nikt z rodziny nie wiedział, co mógłby mu kupić. Pokój chłopca pełen był zabawek, gier i książek, ale on cieszył się nimi krótko. Po chwili już ich nie lubił aż w końcu to rozpakowywanie znudziło go tak samo jak cała kolacja wigilijna. 

Kiedy już wszystkie dania zostały spróbowane a pod choinką nie leżał ani jeden podarunek, nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nie spodziewano się kolejnych gości, więc wszyscy bardzo się zdziwili. Tata poszedł otworzyć i wrócił z niewielką paczką całą obsypaną śniegiem. Zapakowana była w czerwony błyszczący papier zawiązany sznurkiem, a do niego przywiązana była kartka z napisem: "Dla Najodważniejszego".

Chłopiec od razu podskoczył do taty. Tata wręczył mu paczkę i razem ją odpakowali na oczach wszystkich gości. Okazało się, że w pudełku był....szalik. Czerwony jak nos renifera na mrozie. Do prezentu dołączony był list: 

"Drogi chłopcze. Cieszę się, że dotarł do Ciebie mój prezent. Wierz mi, wybrałem Cię nieprzypadkowo. Tylko najodważniejsze i najsprytniejsze osoby mogą spełnić ważne zadania, jakie od teraz stoją przed Tobą. Przekonasz się o swojej mocy już niebawem. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wesołych świąt. Ho ho ho. Święty Mikołaj".

Wszyscy zdębieli. Od dawna nie wierzyli w Świętego Mikołaja, przed świętami wymieniali się listami prezentów, a te które otrzymali od razu po gwiazdce wrzucali na dno szafy, kompletnie o nich zapominając. Chłopiec był rozczarowany. Nie spodziewał się głupiego szalika i jakiegoś śmiesznego listu. Cisnął nim w kąt z okrzykiem : "nie lubię świąt" .

Następnego poranka, gdy wszyscy wyspani wyjrzeli przez okno, zobaczyli świeży puszysty śnieg, który napadał przez noc. Od razu po śniadaniu postanowili wyjść ulepić bałwana. Chłopiec jak zwykle się ociągał, a najbardziej protestował, gdy mama kazała mu założyć szalik. W końcu po awanturze i w bardzo złych humorach wyszli na śnieg. Próbowali utoczyć kule między drzewami za domem. Nagle w krzakach zobaczyli małego ptaszka, któremu najwyraźniej coś dolegało. Ptaszek miał żółty brzuszek i szare piórka. 

"To sikorka. Wygląda na to że ma uszkodzone skrzydełko" - powiedziała mama - "Chyba powinniśmy ją zabrać do lekarza, bo na tym mrozie z pewnością umrze z głodu lub złapie ją jakiś kot".

Chłopiec zdjął z szyi swój czerwony szalik, którym delikatnie owinęli ptaszka i zabrali do domu. Po długich telefonach do lekarzy, w końcu udało się umówić weterynarza. Pojechali do niego całą rodziną a chłopiec tulił w szaliku małego przestraszonego pacjenta. Na szczęście panu doktorowi szybko udało się pomóc ptaszkowi, zobowiązał się także zaopiekować nim zanim wydobrzeje.

"Mamo, czy możemy my zająć się tą sikorką" - zapytał chłopczyk

"Ale to nie jest takie proste kochanie. Trzeba być bardzo obowiązkowym, nie zapomnieć o niej oraz przyjechać na kontrolę" - powiedziała mama

"Dam radę. Mamo proszę. Ja polubiłem tego ptaszka" 

Po konsultacji z panem doktorem ustalono, że za siedem dni sikorka wróci na badanie kontrolne a tymczasem może pojechać z chłopcem. Lekarz wydał instrukcje zajmowania się pacjentem, a mama je dokładnie zapisała. Nie minął tydzień a sikorka była już zdrowa i mogła wrócić do swojej rodziny. Razem z panem doktorem wypuścili ją z powrotem na wolność. 

"Jesteś prawdziwym bohaterem chłopczyku w czerwonym szaliku" - powiedział pan doktor i mrugnął znacząco.