Był sobie mały chłopiec, który nie lubił. Czego? Oj, lista byłaby długa. Nie lubił wcześnie wstawać ani kłaść się spać. Nie lubił jeść śniadania, obiadu i podwieczorku. Nie lubił myć zębów ani włosów, czyścić uszu ani paznokci. Niechętnie wychodził z domu, nie lubił gości ani swojego przedszkola. Nie lubił też kolegów i koleżanek. A siedząc w domu pełnym zabawek strasznie się nudził.
Zbliżała się gwiazdka, czas świętowania i prezentów. Chłopiec czekał na kolejne paczki, ale nikt z rodziny nie wiedział, co mógłby mu kupić. Pokój chłopca pełen był zabawek, gier i książek, ale on cieszył się nimi krótko. Po chwili już ich nie lubił aż w końcu to rozpakowywanie znudziło go tak samo jak cała kolacja wigilijna.
Kiedy już wszystkie dania zostały spróbowane a pod choinką nie leżał ani jeden podarunek, nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nie spodziewano się kolejnych gości, więc wszyscy bardzo się zdziwili. Tata poszedł otworzyć i wrócił z niewielką paczką całą obsypaną śniegiem. Zapakowana była w czerwony błyszczący papier zawiązany sznurkiem, a do niego przywiązana była kartka z napisem: "Dla Najodważniejszego".
Chłopiec od razu podskoczył do taty. Tata wręczył mu paczkę i razem ją odpakowali na oczach wszystkich gości. Okazało się, że w pudełku był....szalik. Czerwony jak nos renifera na mrozie. Do prezentu dołączony był list:
"Drogi chłopcze. Cieszę się, że dotarł do Ciebie mój prezent. Wierz mi, wybrałem Cię nieprzypadkowo. Tylko najodważniejsze i najsprytniejsze osoby mogą spełnić ważne zadania, jakie od teraz stoją przed Tobą. Przekonasz się o swojej mocy już niebawem. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wesołych świąt. Ho ho ho. Święty Mikołaj".
Wszyscy zdębieli. Od dawna nie wierzyli w Świętego Mikołaja, przed świętami wymieniali się listami prezentów, a te które otrzymali od razu po gwiazdce wrzucali na dno szafy, kompletnie o nich zapominając. Chłopiec był rozczarowany. Nie spodziewał się głupiego szalika i jakiegoś śmiesznego listu. Cisnął nim w kąt z okrzykiem : "nie lubię świąt" .
Następnego poranka, gdy wszyscy wyspani wyjrzeli przez okno, zobaczyli świeży puszysty śnieg, który napadał przez noc. Od razu po śniadaniu postanowili wyjść ulepić bałwana. Chłopiec jak zwykle się ociągał, a najbardziej protestował, gdy mama kazała mu założyć szalik. W końcu po awanturze i w bardzo złych humorach wyszli na śnieg. Próbowali utoczyć kule między drzewami za domem. Nagle w krzakach zobaczyli małego ptaszka, któremu najwyraźniej coś dolegało. Ptaszek miał żółty brzuszek i szare piórka.
"To sikorka. Wygląda na to że ma uszkodzone skrzydełko" - powiedziała mama - "Chyba powinniśmy ją zabrać do lekarza, bo na tym mrozie z pewnością umrze z głodu lub złapie ją jakiś kot".
Chłopiec zdjął z szyi swój czerwony szalik, którym delikatnie owinęli ptaszka i zabrali do domu. Po długich telefonach do lekarzy, w końcu udało się umówić weterynarza. Pojechali do niego całą rodziną a chłopiec tulił w szaliku małego przestraszonego pacjenta. Na szczęście panu doktorowi szybko udało się pomóc ptaszkowi, zobowiązał się także zaopiekować nim zanim wydobrzeje.
"Mamo, czy możemy my zająć się tą sikorką" - zapytał chłopczyk
"Ale to nie jest takie proste kochanie. Trzeba być bardzo obowiązkowym, nie zapomnieć o niej oraz przyjechać na kontrolę" - powiedziała mama
"Dam radę. Mamo proszę. Ja polubiłem tego ptaszka"
Po konsultacji z panem doktorem ustalono, że za siedem dni sikorka wróci na badanie kontrolne a tymczasem może pojechać z chłopcem. Lekarz wydał instrukcje zajmowania się pacjentem, a mama je dokładnie zapisała. Nie minął tydzień a sikorka była już zdrowa i mogła wrócić do swojej rodziny. Razem z panem doktorem wypuścili ją z powrotem na wolność.
"Jesteś prawdziwym bohaterem chłopczyku w czerwonym szaliku" - powiedział pan doktor i mrugnął znacząco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz