Każda rodzina ma swoje tradycje, które powtarzane są co roku i przekazywane kolejnym pokoleniom. Czasami nikt nie wie, skąd się wzięły i jak to się zaczęło, ale często powstają celowo, żeby upamiętnić jakąś wyjątkową chwilę. Tak właśnie było w tym przypadku. Kilka lat temu, jeszcze przed ślubem, na pierwsze wspólne święta, tata dostał od mamy świąteczny kubek. Duży, czerwony, z bardzo śmiesznym reniferem namalowanym dość niezdarnie. Pierwsze Boże Narodzenie rodzice spędzili popijając gorącą czekoladę z tego kubka, który co roku dostawał towarzyszy. Najpierw specjalny kubek trafił do mamy, a potem kolejne dzieci dostawały swoje świąteczne kubeczki, w których co roku pili czekoladę w drugi dzień świąt.
Tego roku było podobnie. Tata wstał rano i już po kilkunastu minutach rozbudzał wszystkich cudowny czekoladowy zapach. Chłopiec obudził się tego dnia w wyjątkowo dobrym nastroju. Za oknem nadal leżał śnieg. Uratowana dzień wcześniej sikorka wyglądała coraz zdrowiej. Śniadanie zapowiadało się wspaniale.
Kiedy wszyscy szykowali posiłek, chłopiec był tak podekscytowany, że skakał i tańczył dookoła stołu. Mama prosiła go o poskromienie swoich emocji, ale chłopiec nie potrafił. Pobudzony dodatkowo wspaniałym zapachem czekolady nie mógł opanować radości. Tata poprosił go o zajęcie miejsca przy stole, ale on śpiewał, biegał, robił piruety i już już miał zrobić ostatni obrót i siąść na swoim krześle gdy nagle....trach! niesforny w tańcu łokieć potrącił kubek taty i zrzucił go na podłogę. Wszyscy zamarli patrząc na fragmenty kubka leżące w czekoladowej kałuży.
Tata podszedł do szafy, założył buty i płaszcz i wyszedł z domu. Pewnie byl bardzo zdenerwowany i nie chciał wybuchnąć. Eksplozja wybuchła u chłopca. Krzyczał, płakał, złościł się i na kubek ktory spadł i na siebie za nieuwagę. Bylo mu strasznie żal i wstyd. Najchetniej cofnąłby czas i zaczął dzień od początku. Niestety tak się nie da zrobić. Mama przytuliła go mocno ale to ukoiło emocje tylko troszeczkę. Kiedy już nie miał siły na rozpacz i krzyki, usiadł na kolanach mamy i powiedział:
"To nie moja wina. To ten głupi kubek"
Mama poglaskała go po glowie. Wiedziała, że jest mu przykro i chciała go pocieszyć, ale widziała także, że kubek przecież nie spadł sam.
"Myślę synku, że tacie będzie miło, jeśli pójdziesz go przytulić "
Chłopiec bał się reakcji taty. Wiedział, że kubek spadł przez szaleństwo i bardzo nie chciał się do tego przyznać.
"Mamo chodź ze mną " -poprosił
Mama i syn szybko się ubrali w kurtki i buty. Chlopiec w ostatniej chwili zwinął do kieszeni swój czerwony szalik. Tata stał koło drzewka, przy którym wczoraj znaleźli sikorkę i lepił bałwana .
"Śmiało synku idź do taty. Tata bardzo cię kocha, tylko trochę się zdenerwował".
Chłopiec chwilę się wahał, w końcu wyjął z kieszeni czerwony szalik i mocno ściskając go w dłoni podszedł do taty.
"Tato, jest zimno, pożyczę ci mój szalik" - powiedział bardzo cicho i wyciągnął rękę.
Tata przykucnął i mocno go uściskał.
"Dziękuję synu, chętnie go założę. A Tobie nie będzie zimno?"
W tym momencie chłopiec znów się rozpłakał.
"Tato nie chciałem potłuc twojego kubka. Przepraszam. Bardzo Cię przepraszam "
"Wiem synku. To był wypadek. Szkoda naszych nerwów na rozpaczanie nad kubkiem. To tylko kubek. Rzecz. Przecież i bez kubka będą święta "
"Ale to był twój ulubiony kubek" - powiedział chłopiec ze smutkiem
"A ty jesteś moim ulubionym synem, który pomoże mi wszystko naprawić, dobrze?" - zapytał tata -"posprzatamy resztki z podłogi i ulepimy z nich doniczkę, a czekoladę wypijemy w innym kubku"
"Ale tato, a nasza tradycja?" - zapytał chłopiec
"Mamy nową tradycję, co roku bedziemy tluc jeden kubek i lepić bałwany w czerwonych szalikach" - tata i mama się roześmiali i chłopcu zrobiło sie lżej.
Odtąd każdego roku kupowali na boże narodzenie czerwone szaliki i lepili bałwany w drugi dzień świąt. To była ich nowa tradycja.
Bo najważniejsze nie są ani kubki ani szaliki ani nawet tradycje. Najważniejsze jest mieć kochających bliskich, ktorzy umieją zrozumieć i wybaczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz